Startuj z JG24.pl  
Praca Kowary Polityka prywatności Redakcja Kontakt
logowanie
wpisz swój login:
wpisz swoje hasło:
załóż konto
Monitoring jakości powietrza w Jeleniej Górze

NO2

5.30

ug/m3

O3

55.80

ug/m3

PM10

7.90

ug/m3

PM2.5

5.80

ug/m3

Dane pomiarowe dla stacji Jelenia Góra. Wartości zostały odczytane dnia 2025-10-10 o godzinie 16:00.

Pogoda w Jeleniej Górze

zachmurzenie małe

-9.38°C 1014 hPa 86%
Sportforever sklep sportowy Jelenia Góra
Ostatnie komentarze

- Radek:
Rusza inwestycja TBS
czas 2026.01.31 08:42

- Tak, tak:
Rusza inwestycja TBS
czas 2026.01.30 21:47

- ksk:
ZORKA Sp. z o.o. - komunikat
czas 2026.01.30 15:30

- Orka:
ZORKA Sp. z o.o. - komunikat
czas 2026.01.30 15:03

- Für die Ökologie …:
ZORKA Sp. z o.o. - komunikat
czas 2026.01.30 09:28

Kursy walut (akt. 2026-01-30)
dolar amerykański dolar amerykański 1 USD 3.5379
euro euro 1 EUR 4.2131
frank szwajcarski frank szwajcarski 1 CHF 4.5964
funt szterling funt szterling 1 GBP 4.8586
korona czeska korona czeska 1 CZK 0.1731
Waluta:

Ilość:
Przelicznik:
0 PLN

Rozmowa z Patrykiem Bębenkiem, zawodnikiem Orła Mysłakowice

W czerwcu kapitan Karkonoszy Jelenia Góra Patryk Bębenek wraz z kolegami, z drużyny wprowadził zespół do 3 ligi i chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że za dwa miesiące założy koszulkę grającego dwa szczeble niżej Orła Mysłakowice. Tak się stało, o czym w rozmowie z nami opowiada sam zawodnik.

Trzy mecze, trzy porażki, chyba nie takiego początku sezonu się spodziewali kibice Orła Mysłakowice?

PATRYK BĘBENEK: - Tak jak mówisz, myślę, że nikt się tego nie spodziewał. Można przegrywać, to część tego pięknego sportu, ale na pewno zawsze trzeba zostawić "serducho" na boisku, a tego nam niestety brakowało.

Ktoś powie - trema beniaminka, ale każdy widząc skład Orła wie, że macie doświadczony zespół, w którym nie brakuje zawodników, mających nawet III-ligową przeszłość, więc trudno mówić w tej sytuacji o jakiejkolwiek tremie, jednak coś nie zagrało?

- Niewątpliwie mamy dobry i doświadczony skład, często słyszymy od przeciwników teksty w stylu "gwiazdeczki". Mimo to dużo rzeczy szwankowało w tamtym okresie, zarówno w klubie jak i na boisku. Na szczęście każdy z nas w odpowiednim momencie się obudził i z meczu na mecz wyglądaliśmy coraz lepiej.

Ostatecznie za wyniki posadą zapłacił trener Tomasz Woźniczka, byłeś zaskoczony ruchem władz klubu?

- Tomek spędził w klubie kilka lat i cel jakim był awans do klasy okręgowej osiągnął. Niestety w sporcie nie ma sentymentów i za złe wyniki odpowiada najpierw trener. Czy byłem zaskoczony decyzją zarządu? Tak, przede wszystkim dlatego, że stało się to tak szybko. Utrzymujemy nadal kontakt z Tomkiem i jeśli wyrazi chęć powrotu do zespołu jako zawodnik, przyjmiemy go z przyjemnością.

W jego miejsce w Mysłakowicach pojawili się doskonale znani na Dolnym Śląsku trenerzy Robert Bubnowicz i Marcin Morawski. Nowa miotła zadziałała, bo już do końca rundy jesiennej nie przegraliście meczu w lidze.

- Tego duetu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Klub zaskoczył chyba wszystkich kibiców w okręgu, ściągając tak świetnych trenerów.

Punkty zdobywaliście, jednak spektakularnych zwycięstw brakowało. Patrząc na potencjał kadrowy 27 goli to chyba niewiele. W pierwszej ósemce tabeli jeleniogórskiej klasy okręgowej tylko Pogoń Świerzawa zdobyła mniej.

- Masz rację, mimo, że wygrywamy, to dużo rzeczy nie funkcjonuje jak powinno. W okresie przygotowań będziemy starać się niwelować te błędy, aby w rundzie rewanżowej liczby i gra wyglądały dużo lepiej.

Ostatecznie zakończyliście rundę na czwartej lokacie. Patrząc na początek sezonu to chyba nie ma powodów do narzekania?

- Niedosyt jest duży. Dwa czy trzy mecze powinniśmy wygrać, a na własne życzenie zremisowaliśmy, np. w ostatniej kolejce rundy jesiennej z Pogonią Świerzawa. Jednak patrząc pod kątem startu sezonu trzeba być zadowolonym z tego jakim wynikiem zakończyliśmy rok.

Z tego co się orientuję ambicje macie spore, bo Orzeł to chyba jedyny klub z pierwszej piątki jeleniogórskiej "okręgówki", w którym głośno się mówi, że po ewentualnym awansie podjęto by rękawicę walki o punkty w IV lidze dolnośląskiej.

- Ambicje są duże to fakt, podchodzimy jednak do tematu na spokojnie. Po pierwsze strata do pierwszego miejsca jest spora, po drugie przy awansie byłoby bardzo dużo do zrobienia jeśli chodzi o infrastrukturę. Klub jest ambitny, co pokazują transfery, czy zatrudnienie wspominanego już duetu trenerskiego. My musimy wykonać robotę na boisku, a zarząd poza nim. Czas pokaże, co z tego będzie.

Jedyna przegrana podczas kadencji trenera Bubnowicza miała miejsce w Pucharze Polski. Cement Raciborowice wygrał na własnym boisku 5:2, a podobno był to najniższy wymiar kary. Taki mocny jest ten zespół, czy mieliście słabszy dzień?

- To był dziwny mecz i nie sądzę, że możemy tutaj mówić o najniższym wymiarze kary. Szczerze mówiąc, co strzał to bramka. My mieliśmy lekkie problemy kadrowe, ale to oczywiście żadna wymówka. W naszym odczuciu to był jeden z najgorszych meczów jakie zagraliśmy, nie ujmując nic Raciborowicom, bo jest to na pewno solidny zespół.

W czerwcu, gdy wraz z Karkonoszami Jelenia Góra wywalczyłeś awans do III ligi byłeś myślami właśnie w tej lidze, czy klasie okręgowej, gdzie awansował Orzeł?

- Temat mojej gry w Orle przewijał się już po spadku z Karkonoszami do IV ligi. Wtedy moją ambicją było jak najszybciej wrócić na poziom III ligi, zwłaszcza, że nosiłem opaskę kapitana, więc po prostu nie chciałem odchodzić w takim momencie. Po upływie 12 miesięcy zasłużenie wywalczyliśmy promocję do III ligi i jak się okazało temat wrócił, ale w tym momencie nie byłem myślami w Orle.

Co ostatecznie nie zagrało przy Złotniczej 12, nie mogliście się porozumieć z władzami Karkonoszy, czy po prostu sam zdecydowałeś, że już trochę zwolnisz tempo?

- Po świętowaniu awansu dałem sobie kilka dni na zastanowienie co dalej. Fakt, były różne myśli. Ciężko jest odejść z takiego klubu jak Karkonosze, ostatecznie nie dogadaliśmy się. Słyszałem kilka wersji opowieści na swój temat, niektóre są naprawdę przykre i nieprawdziwe. Ja nie mam zamiaru wyciągać jakichś brudów, czy robić z siebie ofiary, bo nie na tym to polega. Pewien etap się skończył. Łezka w oku się zakręciła jak po wiadomości o moim odejściu dostałem więcej wiadomości od ludzi niż wtedy, gdy wygraliśmy baraże ze Słowianinem Wolibórz. Powiem tak, po raz ostatni dane mi było zagrać z opaską kapitana przy wypełnionym po brzegi stadionie i po meczu mogłem świętować awans do III ligi, tak zapamiętam czas spędzony w klubie.

Rozstaliście się w dobrych relacjach, czy masz o coś żal?

- Relacje zostawię dla siebie, tak jak mówiłem wyżej, do niektórych rzeczy nie ma sensu wracać. Żal można mieć do klubu za to w jakim stylu od wielu lat żegna się z osobami, które zrobiły wiele dla tych barw. To nie jest tylko moja opinia. Nikt nie oczekuje fajerwerków, ale można to robić z większą klasą. Mam nadzieję, że w przyszłości kolejne zasłużone dla Karkonoszy osoby będą żegnane godnie.

Pojawiasz się na meczach KSK, śledzisz wyniki zespołu, w którym spędziłeś ostatnie siedem lat?

- Niestety nasze mecze się pokrywają i zdążyłem jedynie na II połowę jubileuszowego spotkania ze Śląskiem Wrocław. Kibice jak zawsze pokazali poziom ekstraklasy! Jeśli mecze "lecą" w necie to oczywiście w wolnej chwili włączam. Mam nadal kontakt z częścią zawodników i trenerów, którzy zdają mi obszerne relacje.

Jesteś zaskoczony, że biało - niebieskim tak dobrze poszło jesienią?

- Szczerze mówiąc nie. Już przed barażami rozmawiając w szatni uważaliśmy, że po awansie na pewno nie będziemy chłopcami do bicia. Zarząd zrobił fajne transfery i zaskoczyło, co mnie bardzo ucieszyło! Trzymam kciuki za ten klub! Chciałbym też z tego miejsca podziękować wszystkim kibicom KSK, za wszystkie lata spędzone razem. Przede wszystkim tym, którzy po informacji o moim odejściu spotkali się ze mną i podziękowali za wszystko, do tego w tak licznym gronie. Będzie, jest i była karkonoska siła!

rozmawiał
Piotr Kuban

Podziel się z innymi:

2024-01-10 19:41

Przybornik
Najczęściej czytane

Brak tekstów w tym miesiącu.